Zakopane czy Karpacz? Dwa różne klimaty, jedno zimowe rodzinne wspomnienie na lata.

Czego się dowiesz z tego artykułu

Pamiętam tę grudniową niedzielę przy śniadaniu. Córka malowała coś w zeszycie, syn budował wieżę z klocków, a ja przeglądałem telefon, myśląc o nadchodzących feriach. „Gdzie jedziemy w tym roku?” – zapytała Zosia, nie podnosząc wzroku znad kredek. Janek natychmiast przerwał budowę: „Na narty! Obiecałeś, tato!”

Spojrzałem na żonę. Uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. „A gdybyśmy pojechali w dwa miejsca?” – powiedziałem, sam nie wiedząc, skąd mi to przyszło do głowy. Dzieci zamarły. „Jak to dwa? No, tydzień tutaj, tydzień tam. Np. Zakopane i Karpacz. Co wy na to?”

Pierwszy tydzień – Zakopane pachnie oscypkiem i pełne jest niespodzianek

Tatry zobaczyliśmy z daleka, jeszcze na autostradzie. Janek przycisnął nos do szyby i krzyknął: „Mamo, zobacz! Te góry są prawdziwe!”.

Parkowanie w centrum Zakopanego w sobotę to sport ekstremalny. Krążyliśmy trochę po centrum, zanim znaleźliśmy miejsce pod Gubałówką. Wygramoliliśmy się z auta, a wtedy uderzył nas zapach – oscypek z grilla, grzane wino, dym z każdego zakątka. Krupówki wieczorem to osobne przeżycie. Tłumy ludzi, muzyka, stragany z pamiątkami, gofry, ciepłe napoje. Dzieci biegały między straganami jak oszalałe. My z żoną szliśmy z tyłu, próbując ich nie zgubić. 

Gubałówka następnego dnia –to miał być nasz wielki dzień narciarski. Stanęliśmy w kolejce o dziesiątej rano, a na górze byliśmy o jedenastej – swoje odstaliśmy. Ale gdy wreszcie dotarliśmy na górę, zobaczyliśmy Tatry w pełnej okazałości i zapomnieliśmy o tłumach. Dzieci zobaczyły stok narciarski i dostały tego specyficznego połączenia ekscytacji i lęku.

Janek stanął na nartach pierwszy raz w życiu. Instruktor powiedział mu, jak zgiąć kolana. Syn posłuchał, przesunął się metr do przodu i… upadł. Ale wstał i próbował dalej.  Zosia była ostrożniejsza. Trzymała się płotka przy trasie dla dzieci i schodziła centymetr po centymetrze. „Nie spieszę się!” – krzyknęła do nas. Nie spieszyła się rzeczywiście, ale gdy dojechała na dół, miała minę jak zdobywca Everestu.

Wieczorem trafiliśmy do góralskiej restauracji, pełnej drewna i haftowanych obrusów. Grała muzyka na żywo – skrzypce, śpiew po góralsku. Zamówiliśmy oscypek, kwaśnicę i placki ziemniaczane.

W środku tygodnia wybraliśmy się do Doliny Chochołowskiej. Żona powiedziała, że potrzebuje chwili spokoju, więc zamiast na Krupówki pojechaliśmy na górski szlak. Trafiliśmy idealnie – był środek tygodnia, większość turystów została w centrum. Szliśmy po ośnieżonej drodze, otoczeni lasem i ciszą, jakiej nie słyszeliśmy od dawna. Śnieg skrzypiał pod butami. Janek od czasu do czasu próbował rzucić śnieżką, ale bardziej interesowało go kopanie w zaspy. Zosia szła obok mnie i rozmawiała o szkole, o koleżankach, o rzeczach, o których zwykle nie mamy czasu rozmawiać.

Dzień przed wyjazdem do Karpacza Janek powiedział: „Nie chcę wyjeżdżać. Lubię tu być” Zosia pokiwała głową. „Tutaj jest fajnie. Po co gdzieś jechać?” Patrzyłem na nich i myślałem o tym, że za chwilę będą mówili dokładnie to samo w Karpaczu.

Drugi tydzień – Karpacz okazał się zupełnie inny (i to dobrze)

Przyjechaliśmy do Karpacza w kolejną sobotę. Tym razem parkowanie zajęło nam pięć minut. Dzieci wysiadły z auta i rozejrzały się. „Mniej ludzi” – zauważyła Zosia. Miała rację. Karpacz był spokojniejszy. Ulice węższe, budynki niższe, klimat mniej hałaśliwy. Janek wyglądał na lekko rozczarowanego. „To tutaj nie ma Krupówek?” – zapytał.

Następnego dnia pojechaliśmy zobaczyć Świątynię Wang. Zosia, odkąd zobaczyła zdjęcie tego drewnianego kościoła w internecie, mówiła tylko o tym. „Wygląda jak z bajki!” – powtarzała. Stanęliśmy przed Wang i rzeczywiście – drewno, rzeźbienia, tajemniczy klimat. Janek natomiast był rozczarowany. „Myślałem, że Karkonosze to takie góry, gdzie mieszkają smoki. Gdzie są smoki?” Przez resztę pobytu szukał śladów smoków wszędzie – w kształtach skał, w chmurach, nawet w knajpie, gdy kelner przyniósł mu zupę.

Kopa okazała się strzałem w dziesiątkę. Kolejki do wyciągu były krótsze, a trasy szersze. Janek, który tydzień wcześniej pierwszy raz stanął na nartach, teraz już próbował zjeżdżać samodzielnie. Upadał nadal, ale rzadziej. Zosia nabrała więcej odwagi i zaczęła jeździć szybciej. Patrzyłem na nich z dołu i widziałem różnicę – tydzień wcześniej byli początkującymi, teraz wyglądali jak dzieci, które wiedzą, co robią. Przynajmniej trochę. 

Śnieżka była naszym wielkim celem. Wybraliśmy się tam w czwartek, dzień po małej zadymce. Na dole było pochmurno, na górze mgliście. Szliśmy żółtym szlakiem i widzieliśmy przed sobą maksymalnie trzy metry. Janek maszerował przodem jak mały odkrywca. „Tato, to jest jak w filmie o duchach!” – krzyczał przez ramię. Zosia trzymała mnie za rękę. „A jak zginiemy?” – zapytała. „Nie zginiemy, mamy szlak” – uspokajałem ją, choć sam miałem wątpliwości, czy dojdziemy na szczyt. Dotarliśmy. Widoku nie było żadnego. Tylko biała mgła i wiatr, który ciął po twarzy. Ale dzieci były zachwycone. „To jest jak na innej planecie!”

Wieczory w Karpaczu były inne niż w Zakopanem. Spokojniejsze. Zamiast wychodzić na miasto, zostawaliśmy w apartamencie. Graliśmy w planszówki, oglądaliśmy filmy, rozmawialiśmy. Janek opowiadał o smokach, które na pewno gdzieś tu są. Zosia pokazywała zdjęcia z Wang i mówiła, że chce tam wrócić. Żona czytała książkę. Ja siedziałem na kanapie i myślałem o tym, że gdybyśmy zostali w Zakopanem drugi tydzień, nie mielibyśmy tych wieczorów. Bo tam był inny rytm – ciągły ruch, ciągłe wychodzenie. Tu było wolniej. I dobrze.

Ostatniego dnia spacerowaliśmy po Karpaczu bez planu. Zaglądaliśmy do sklepów, kupiliśmy pamiątki, jedliśmy gofry. Zosia zapytała: „Tato, dlaczego tu jest mniej ludzi niż w Zakopanem?” Zastanowiłem się chwilę. „Bo ludzie bardziej znają Zakopane. Ale to nie znaczy, że Karpacz jest gorszy. Tylko inny.”

Co zabraliśmy z tych dwóch tygodni wypoczynku (poza tysiącem zdjęć)?

Dzieci wciąż się spierają. Janek twierdzi, że Zakopane wygrało, bo było więcej atrakcji, muzyki, życia. Zosia uważa, że Karpacz był lepszy, bo był spokojniejszy i można było zobaczyć Wang. Ja słucham ich kłótni i uśmiecham się, bo wiem, że obie strony mają rację.

Gdybyśmy spędzili dwa tygodnie w jednym miejscu, pewnie byłoby nam dobrze. A ten kontrast – energia Zakopanego i spokój Karpacza – dał nam coś więcej. Dzieci zobaczyły, że fajnie można czuć się na dwa różne sposoby. Że intensywne przygody i spokojne wieczory są równie wartościowe. Że jeden tydzień pobudza, drugi regeneruje.

Już myślę o kolejnych feriach. Tym razem może Beskidy albo Bieszczady? Albo znowu te same miejsca? Zobaczymy. Jedno jest pewne – dzieci już pytają, kiedy jedziemy. I chcą znowu dwa miejsca. Bo wiedzą, że wtedy ferie trwają dłużej.

Podsumowanie – checklista (6 punktów)

Pobierz darmową checklistę:

Co spakować dziecku na narty

Przeczytaj także:

Ferie zimowe 2026 – terminy
Rankingi i rekomendacje

Ferie zimowe 2026 – terminy

Planujesz zimowy wyjazd dla dziecka i chcesz mieć jasność co do terminów ferii zimowych 2026? W tym artykule znajdziesz aktualne daty dla wszystkich województw.

Czytaj dalej »

O autorze

Udostępnij artykuł

Facebook
Twitter
LinkedIn
×