Przygotowania do zimowych wyjazdów w góry zawsze zaczynają się niewinnie: „sprawdzę tylko, czy dzieci mają kurtki”. I nagle okazuje się, że spodnie z zeszłego roku kończą się w połowie łydki, rękawice mają dziurę w palcu, a bielizna termiczna… dawno zaginęła w akcji.
Jeśli też masz wrażenie, że co sezon zaczynasz kompletowanie zimowej garderoby od zera – witaj w klubie rodziców małych narciarzy. Ale spokojnie: zebraliśmy sprawdzone wskazówki, jak ubrać dziecko na narty, żeby było mu ciepło, wygodnie i sucho, a przy okazji nie wydać fortuny.
Listopad to idealny moment, żeby o tym pomyśleć – zanim zacznie się gorączka Black Friday i zanim rozmiary znikną z półek. To też ten czas, kiedy w sklepach pojawiają się najnowsze kolekcje, ale jeszcze można upolować świetne okazje z poprzedniego sezonu.
Warstwy to podstawa – ubieraj dziecko „na cebulkę”
W narciarstwie czy sportach zimowych najważniejsze są warstwy – to one decydują, czy dziecko będzie się dobrze bawić, czy marznąć po dwóch zjazdach. Zasada „na cebulkę” sprawdza się nie tylko na stoku, ale i podczas każdej zimowej aktywności: sanki, łyżwy, spacer po górach.
1. Warstwa pierwsza: bielizna termoaktywna
To ta najbliżej ciała – powinna odprowadzać wilgoć, szybko schnąć i nie powodować otarć.
My od lat stawiamy na merino – naturalną wełnę, która grzeje nawet wtedy, gdy jest lekko wilgotna. Dzieci nie narzekają, że „gryzie”, a w górach naprawdę czuć różnicę.
💡 Pro tip: dobre merino w dobrej cenie można upolować na Vinted albo w outletach outdoorowych – dzieci rosną tak szybko, że wiele rzeczy trafia tam po jednym sezonie w świetnym stanie.
Warto zwrócić uwagę, by bielizna miała płaskie szwy i była dopasowana, ale nie obcisła.
2. Warstwa druga: polar lub cienka bluza
To dodatkowa izolacja. Dla młodszej córki (6 lat) sprawdza się ciepły polar z kapturem, a starsza (10 lat) lubi rozpinaną bluzę z mikropolaru, którą może łatwo zdjąć w gondoli.
Nie warto inwestować w grube, ciężkie swetry – lepiej kilka lżejszych warstw, które można dostosować do pogody. Natomiast bluzy z zamkiem błyskawicznym sprawdzą się też po południu, podczas zabawy w pensjonacie czy przy wyjściu do restauracji.
3. Warstwa trzecia: kurtka i spodnie narciarskie
Tu najważniejsze są: nieprzemakalność, oddychalność i wygoda ruchu. Dziecko powinno móc się w tym turlać po śniegu bez krzyku „mamo, zimno!”.
Warto sprawdzić oznaczenia typu 10 000 mm / 5 000 g/m² – to poziom wodoodporności i oddychalności materiału.
💡 Pro tip: kurtki z regulowanymi rękawami lub nogawkami „rosnącymi razem z dzieckiem” naprawdę działają – to rozwiązanie, które daje jeden sezon więcej.
Nie zapomnij o detalach – to one robią różnicę
Ciepłe, nieprzemakalne rękawice
Najlepiej z długim mankietem i paskiem, który można zaczepić o nadgarstek – dzięki temu nie zgubią się przy każdym zdejmowaniu nart.
Na mroźne dni warto dodać rękawiczki z wełny merino pod spód – są cienkie, a potrafią zdziałać cuda.
Skarpety narciarskie
Nie myl ich ze zwykłymi „zimowymi”. Dobre skarpety narciarskie są bezszwowe, mają wzmocnienia w newralgicznych miejscach i pomagają zapobiegać obtarciom.
I najważniejsze – jedna para na dzień, nie więcej! Zbyt grube skarpety ograniczają krążenie, a wtedy nogi marzną szybciej.
Kask i gogle
Kask to oczywistość, ale pamiętaj: dobierz gogle do kasku, żeby nie zostawała szpara między nimi. U nas sprawdza się też zasada: każde dziecko ma własny komplet – mniej nerwów przy porannym ubieraniu. Moja rada – nie kupuj używanych kasków. Nigdy nie wiesz, czy nie brały udziału w upadku – a mikrouszkodzenia wewnętrznej skorupy mogą całkowicie zmniejszyć ich ochronę. Dobrze, jeśli kask jest lekki, wentylowany i z wyjmowaną wyściółką, którą można wyprać po sezonie.
A skoro już o wyglądzie mowa – pozwól dziecku wybrać kolor lub wzór, który mu się podoba. Uczy to odpowiedzialności i sprawia, że chętniej zakłada sprzęt ochronny.
Komin i czapka
Komin z polaru lub merino zamiast szalika – bezpieczniejszy, wygodniejszy i cieplejszy. Czapka przydaje się po jeździe, bo pod kaskiem często robi się za gorąco. Dla mniejszych dzieci warto mieć zapas – po całym dniu na śniegu bywa mokra.
Zimowe zakupy z głową – czyli jak nie przepłacić
Nie ma sensu kupować wszystkiego nowego co sezon. Dzieci rosną błyskawicznie, więc warto kombinować mądrze:
- Sprawdź Vinted, OLX lub grupy lokalne na Facebooku. Często znajdziesz rzeczy markowe, używane kilka dni, w idealnym stanie.
- Poluj na Black Friday i Cyber Monday. W listopadzie sklepy sportowe mają największe zniżki – to świetny moment, by kupić kurtkę, spodnie czy rękawice „na zapas”.
- Zrób przegląd szafy. Czasem okaże się, że wystarczy dokupić tylko jeden element – np. nowe skarpety lub bluzę.
- Wymień się z innymi rodzicami. Jeśli jeździcie w podobnych terminach, warto stworzyć „mini obieg” zimowych ubrań.
Co jeszcze warto przygotować przed wyjazdem na narty?
Zrób przymiarkę całego zestawu w domu. Sprawdź, czy dziecko potrafi samo założyć spodnie, zapiąć kurtkę i wsunąć rękawice pod mankiet.
Nie testuj nowego sprzętu w dniu wyjazdu. Lepszy stary, sprawdzony kask niż nowy, który uciska.
Zadbaj o komfort cieplny, nie o modę. To nie pokaz mody na stoku – liczy się wygoda i dobra zabawa.
- Spakuj ubrania „na cebulkę” również poza stok. Po całym dniu jazdy dzieci często biegają jeszcze po śniegu – warto mieć zapasowe rękawiczki i czapkę.
Rodzicielstwo nauczyło nas jednego: ciepłe dziecko to szczęśliwe dziecko. A szczęśliwe dziecko na stoku = zadowoleni rodzice z kubkiem gorącej herbaty w ręku.
Podsumowanie – ubieranie dziecka na narty w 5 krokach
- Ubieraj warstwowo: bielizna termiczna, polar, kurtka.
- Postaw na materiały oddychające i nieprzemakalne.
- Nie przesadzaj z ilością – lepiej mniej, ale dobrze dobrane.
- Korzystaj z promocji i second-handów – to się naprawdę opłaca.
- Zrób przymiarkę wcześniej i pozwól dziecku współdecydować.



